Depresja i otyłość aktualnie są jednymi z najpowszechniejszych chorób cywilizacyjnych.
Wiążą się z poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, które w skrajnych przypadkach mogą prowadzić do śmierci. Mimo tego spora część społeczeństwa bagatelizuje je, co prowadzi do zaburzeń postrzegania własnego ciała i samej choroby.

W Polsce nadwagę ma trzech na pięciu dorosłych. Co czwarty jest otyły. Jak to wygląda w przypadku depresji?
Teoretycznie lepiej. Z danych przedstawionych przez NFZ wynika, że około 3% Polaków choruje na depresję. Liczba chorych jednak najprawdopodobniej jest zaniżona, bowiem wiele osób zmagających się z problemami psychicznymi nie zgłasza się do specjalistów.
A co się stanie, jeśli połączymy oba te schorzenia? W ostatnich latach przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę badania epidemiologiczne, obejmujące ponad 36000 osób powyżej 15 roku życia, które wskazują, że wśród osób z otyłością stwierdza się większe ryzyko występowania zaburzeń nastroju.

U 30-50% osób zgłaszających się do leczenia z powodu otyłości, w przeszłości występowała depresja lub zaburzenia lękowe. Z czego to wynika?
Osoby otyłe spotykają się z negatywnym odzewem ze strony społeczeństwa. Często uważane są za zwyczajnie leniwe, nie dbające o siebie i mało ambitne, mimo że choroba może mieć podłoże biologiczne. Dziedziczenie otyłości wynosi bowiem około 33%. Występowanie jej u jednego z rodziców zwiększa u dorosłych już dzieci 4-5-krotnie ryzyko bycia otyłym. Gdy zaburzenie to dotyczy obojga rodziców, ryzyko jest 13-krotnie większe. Niestety, społeczeństwo nie jest tego świadome. Wystarczy przyjrzeć się relacjom wśród młodzieży, gdzie nastolatki z nadwagą często są wykluczane. Ma to znaczący wpływ na ich nastrój i podejście do swojego wyglądu, które skutkuje obniżeniem samooceny. Szczególnie na tego typu krytykę narażone są kobiety. To w ich przypadku zwraca się największą uwagę na wygląd i wagę, które powinny być zgodne z dzisiejszymi „standardami”. Nic więc dziwnego, że tak wiele dziewczyn już w wieku kilkunastu lat wpada w kompleksy. Te, które borykają się z otyłością, automatycznie zaczynają postrzegać siebie, jako gorsze. Skutki mogą być różne. Wiele osób w takiej sytuacji zaczyna po prostu dodatkowo zajadać stres. Nie jest to bezpodstawne. Czekolada, dostarcza endorfin, czyli tak zwanych hormonów szczęścia. Redukują one poziom stresu oraz znoszą bodźce bólowe. Jest to jednak efekt chwilowy, który dodatkowo może skutkować przyrostem masy ciała. Co dalej? W wielu przypadkach niestety następujące po sobie efekty prowadzą do depresji. Obniżona samoocena, poczucie odrzucenia i odosobnienia, a przede wszystkim brak zrozumienia ze strony otoczenia.

Klasyczna depresja kojarzy się z melancholią. Charakteryzuje się zazwyczaj brakiem apetytu czy też zaburzeniami snu. Istnieje jednak podtyp, zwany depresją atypową, na którą cierpi około 30% wszystkich pacjentów z rozpoznaniem tego zaburzenia. Nazwa nie jest przypadkowa, odnosi się ona bowiem do osób, u których występują odwrotne symptomy: nadmierna senność oraz zwiększony apetyt. Co więc może współwystępować? Często otyłość. Osoby z depresją atypową zazwyczaj spożywają pokarmy z dużą zawartością węglowodanów oraz nie prowadzą aktywnego trybu życia. Kilogramy przybywają wprost proporcjonalnie do utraty pewności siebie i dobrego samopoczucia.
W przypadku klasycznej depresji nie jest niestety lepiej. Oczywiście, osoby chore nie mają w zwyczaju spożywania nadmiernej ilości pokarmów. Aż do czasu podjęcia leczenia. Najczęściej przypisywanymi lekami przez psychiatrów są antydepresanty, którym często towarzyszą leki nasenne i przeciwlękowe. W niektórych przypadkach, takich jak depresja wynikająca z choroby afektywnej dwubiegunowej, stosowane są stabilizatory nastroju oraz leki przeciwpsychotyczne. Wymienione grupy leków niosą za sobą często szereg skutków ubocznych, takich jak chociażby wzrost masy ciała czy zwiększenie apetytu. Ponownie, ryzyko nadwagi zwiększa się.
Dla osób chorych kluczowe jest podjęcie leczenia. Terapie, leki czy współpraca z dietetykiem to najczęściej wybierane ścieżki rekonwalescencji.

Obecnie coraz większą popularność zyskuje chirurgiczne leczenie otyłości – endoskopowa gastroplastyka rękawowa (ESG) wykonywana przez zespół specjalistów z poznańskiej kliniki SowMed, na której czele stoi uznany chirurg Aleksander Sowier.
Metoda ESG pozwala zmniejszyć żołądek aż o 70%, a przy tym jest małoinwazyjna dla organizmu pacjenta. Powłoki brzuszne nie zostają nacięte, dzięki czemu ryzyko pojawienia się powikłań jest bardzo niewielkie, a rekonwalescencja krótka. Po zabiegu pacjent zostaje objęty półroczną opieką dietetyka.
Endoskopowa gastroplastyka rękawowa wykonywana przez doktora Sowiera jest także szansą dla osób, które nie zakwalifikowały się do innych operacji bariatrycznych.
Wymieniony zabieg nie tylko pomaga w powrocie do zdrowia, ale także zapobiega rozwojowi innych chorób, takich jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca typu II czy też zwyrodnienie stawów.